Wieczorami …

Chociaż wiosna bliża się coraz bardziej odważnie i zdecydowanie, to wieczory jeszcze są przydługawe. Jedną z najlepszych opcji spędzania wieczoru jest dla mnie zatopienie się w lekturze. Pomyślałam, że podzielę się refleksjami na temat dwóch przeczytanych przeze mnie ostatnio książek.

Pomimo wielu różnic obie książki łączy fascynacja światem oraz występujący na ich kartach niezwykli ludzie.

Zacznijmy od powieści Małgorzaty Lutowskiej „Dla siebie znalezioną ścieżką”.

Napisałam „powieści”, ale nie jestem przekonana, czy jest to najlepsze określenie dla tej lektury. Autorka jest mieszkanką Dolnego Śląska zafascynowaną historią tego regionu, szczególnie rejonu Gór Izerskich i Karkonoszy. Sama o sobie i swojej książce mówi tak:

„Książka „Dla siebie znalezioną ścieżką” powstała jesienią 2003 roku, jednak historie w niej przedstawione gromadziłam latami. Urodzona w Cieplicach, całe swoje dotychczasowe życie spędziłam na Dolnym Śląsku. Poznając coraz to nowe zakątki tego regionu, zaczęłam dostrzegać jego wyjątkowość, wyjątkowość nie tylko historyczną i krajobrazową, ale także etniczną i kulturową.”

W powieści przeplatają się wątki współczesne i historyczne, postacie prawdziwe z fikcyjnymi, znajdzie się też miejsce na wątki autobiograficzne, a wszystko to pokazane w scenerii Gór Izerskich i ich Pogórza. Można powiedzieć, że jest to zbeletryzowany przewodnik po tych okolicach. Jednocześnie wiele przedstawionych historii ludzkich skłania do różnych refleksji na temat losów ludzi i całych narodów. Zdecydowanie polecam tą lekturę każdemu wielbicielowi wędrówek, historii a także … romansów, bo i takich wątków tam nie brakuje.

Zupełnie inna jest druga z przeczytanych ostatnio przeze mnie książek. Autorami są ojciec i syn: Robert Czerniak i Joachim Czerniak.

„Podróże do granic” to nie tylko relacja z ich dwóch wypraw: do Ameryki Południowej i do Australii. To, co sprawia, że książka ta zasługuje na specjalną uwagę, to wydarzenia, które miały miejsce pomiędzy tymi dwoma wyprawami. Otóż Joachim, w wieku 19 lat, jakiś czas po powrocie z Ameryki Południowej, źle się poczuł. Diagnoza: nowotwór mózgu. Operacja, walka o życie, a w dalszej kolejności o powrót do pełnej sprawności – wbrew lekarskim zapowiedziom, że resztę życia Joachim spędzi na wózku inwalidzkim. Walkę toczyli ramię w ramię: ojciec i syn. Jej opis też jest w książce. W pewnym momencie panowie postanowili, że jedną z form rehabilitacji Joachima będzie … wyprawa rowerowa wzdłuż wybrzeża Australii i przywitanie Nowego Roku w Sydney. Jak nietrudno się domyślić swój cel zrealizowali, a później opisali.

Ta książka nie jest dla mnie jedną z wielu między innymi dlatego, że jej bohaterowie (i autorzy jednocześnie) mieszkają w sąsiadującej z Puszczykowem Mosinie i pamiętam, jak parę lat temu w okolicy były organizowane zbiórki funduszy na wsparcie ich wyprawy. Niedawno miałam okazję poznać ich osobiście na spotkaniu autorskim, gdzie opowiadali o swoich przygodach i promowali swoją książkę. Od razu przekazuję informację: tej książki nie dostaniecie w księgarni. Można ją kupić tylko na spotkaniach z autorami (tak w każdym razie mówili panowie autorzy). Jeśli więc w Waszej okolicy pojawi się informacja o takim spotkaniu, to zachęcam, by znaleźć trochę czasu i pójść, posłuchać, a może nawet kupić książkę (z autografem).

Obie książki pokazują nam, że warto poznawać świat, marzyć i realizować swoje pasje, a przede wszystkim, jak ważne w naszym życiu są bliskie nam osoby.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.