Bieszczadzkie morze …

… czyli Jezioro Solińskie. Jest to jeden z największych w Polsce sztucznie utworzonych zbiorników. Powstał w wyniku zbudowania zapory na rzece San w miejscowości Solina, budowa trwała od 1960 r. do 1968 r. a powstała zapora jest najwyższą w Polsce (81,8 m). Oprócz Sanu jezioro zasilają również wody jego dopływu, Solinki, oraz wielu mniejszych rzeczek i strumieni. Dzięki temu i dzięki ukształtowaniu terenu linia brzegowa jeziora jest bardzo urozmaicona, tworzy się wiele zatok i półwyspów. Najlepiej można to docenić z pokładu jakiejś jednostki pływającej – my wybraliśmy najwygodniejszą wersję, czyli statek wycieczkowy. Zazwyczaj nie przepadamy za tego typu komercyjnymi atrakcjami, ale w tym wypadku był to zdecydowanie dobry wybór. Przy pięknej pogodzie odbyliśmy „rejs” po jeziorze i dzięki temu mogliśmy nacieszyć oczy pięknymi widokami.

Jak widać na zdjęciach, na wodach jeziora można także spotkać żeglarzy. Muszę jednak przyznać, że trochę było mi ich żal – wiatr był tak słaby, że z wielkim trudem przemieszczali się z miejsca na miejsce.

W związku z tym, że statek zaczynał i kończył swoją podróż po jeziorze w Polańczyku, po skończonym rejsie postanowiliśmy odwiedzić znaną nam już z wcześniejszego w tych rejonach pobytu Matkę Bożą Pięknej Miłości.

To nie był koniec dnia, ale to już osobna historia.


7 myśli w temacie “Bieszczadzkie morze …

  1. Zielone wzgórza nad Soliną 😉 miałam okazję podziwiać z różnej perspektywy. Polańczyk zdecydowanie mniej mi się podobał, a powrót z niego do Cisnej okazał się dość problematyczny. Ostatnie dziesięć kilometrów musiałam przejść „z buta” czego nie miałam pierwotnie w planach 😀

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie wiem kiedy spotkała Cię ta „przyjemność” dziesięciokilometrowego spaceru. Ja do końca życia będę wspominać mój pierwszy wyjazd w Bieszczady z moim wówczas jeszcze narzeczonym i innymi osobami. Lata 80. Nocowaliśmy w Ustrzykach Górnych i pierwszego dnia wybraliśmy się przez Rawki do Cisnej uważając, że wrócimy autobusem. Jakież było nasze zdumienie, gdy okazało się, że o autobusie lub jakiejkolwiek komunikacji to my sobie możemy pomarzyć. Wracaliśmy już szosą, do Ustrzyk dotarliśmy po 22, czyli ostatnie kilometry maszerowaliśmy w ciemności. W sumie tego dnia mieliśmy „w nogach” ok. 30 km. Następnego dnia byliśmy chętni tylko na krótki spacerek 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. Cztery lata temu wybrałam się ze znajomymi w Bieszczady. Bazę mieliśmy w Cisnej. Któregoś dnia „zachciało mi się” zwiedzać Lesko do którego dotarłam autobusem. Obleciałam wszystkie atrakcje miasteczka a potem wybrałam się do Polańczyka, w którym utknęłam. Podczas wakacji „rejsowo” nic stamtąd do Cisnej nie jechało. Złapałam okazję jedynie do Terki. Przyszło mi więc maszerować do celu wzdłuż Solinki kompletnie pustą drogą… Zgodnie z radą podwożącego mnie kierowcy liczyłam mostki na strumyku. Do Cisnej miało być ich 10 😀

        Polubione przez 1 osoba

      2. ha ha, niesamowite
        moje pierwsze Bieszczady wyglądały podobnie
        chcąc wydostać się z tamtąd licząc na autobus okazało się że nogi to najlepszy środek lokomocji
        potem w pociągu był miły konduktor, który wytłumaczył jakimi przesiadkami możemy się stamtąd wydostać
        pomimo tego i tam było cudnie
        ba! chłopak, który wtedy się we mnie podkochiwał wciąż utrzymuje sporadyczny kontakt by … ziścić tamto zauroczenie
        i to też pozwala pamiętać mój pierwszy raz w tym pięknym miejscu

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.